Gdzie i jak nauczyłam się tkać?

Tkania nauczyły mnie kobiety z Ameryki Południowej, Białorusi i z Polski. To one – Mama Gómez, seniora Franko, Nina czy Halina Gilter – odkryły przede mną świat, do którego teraz ja zapraszam Ciebie.

Tkania nauczyły mnie kobiety z Ameryki Południowej, Białorusi i z Polski. To one – Mama Gómez, seniora Franko, Nina czy Halina Gilter – odkryły przede mną świat, do którego teraz ja zapraszam Ciebie.

Wszystko zaczęło się w 2011 r. od wyjazdu do Ameryki Południowej. Miałam tam spędzić 6 miesięcy, ale do domu wróciłam dopiero 4 lata później. Z lokalnym rękodziełem pierwszy raz zetknęłam się w Boliwii. Tamtejsze barwne tkaniny zafascynowały mnie od pierwszego wejrzenia. Wszechobecne, wzorzyste Aguayo – chusty do noszenia dzieci i towarów, poncza, paski i wielowarstwowe spódnice. Chciałam poznać ich historię i znaczenie. I chciałam nauczyć się tkać.

To był początek bardzo długiej podróży. Nie znałam języka i nie wiedziałam też, w jaki sposób znaleźć nauczycieli.

Przeszukując lokalne biblioteki znalazłam wiele książek o rękodziele i sztuce tkackiej, ale rozumiałam w nich tylko obrazki. W jednej z bibliotek poznałam belgijskiego misjonarza, który od 24 lat pracował z boliwijskimi Indianami Ajmara i Quechua. To on poradził mi, bym porozmawiała etnografami z organizacji CEPA, dokumentującej język i kulturę andyjską.

Dzięki CEPA szybko spełniłam moje marzenie – odwiedziłam miejscowość Chipay. Kobiety chodzą tam ubrane w brunatne tkaniny, mężatki charakteryzuje dużo cienkich warkoczyków. Domy przypominają wydłużone iglo – budowane są z bloków twardej, słonej ziemi. Wraz z Amelii, moją towarzyszką podróży, pomagałyśmy w warsztatach z recyklingowych zabawek dla dzieci. Takiej radości i zaangażowania dawno nie widziałam.

W La Paz, stolicy Boliwii, trafiłam na publikacje Denis Y. Arnold, od ponad 40 lat badającej język i kulturę andyjskich grup etnicznych. To jej książki przybliży mi symbolikę, historię i znaczenie lokalnego tkactwa. Stały się też niezastąpionym źródłem wiedzy o naturalnych barwnikach, procesie przygotowywania przędzy i obrzędach z tym związanych.

Kolejnym nauczycielem stał się poznany przypadkiem lokalny artysta-badacz Gizeh Castañeda. Przybliżył niezwykły świat kosmologii i mistyki andyjskiej. Mój hiszpański był coraz lepszy. Wreszcie mogłam się już normalnie komunikować i zadawać pytania ;p

Chciałam tkać. W Peru moje prośby zostały wysłuchane. W autobusie jadącym do inkaskich ruin poznałam Waltera Sulkę, a dzięki niemu Mamę Gómez – moją przyszłą nauczycielkę. 

Walter jest właścicielem sklepu-muzeum z tkaninami. Cała jego rodzina to tkacze z pokolenia na pokolenie. Mieszkałam z nimi w zamian za pomoc w muzeum, które pokazywało historię, znaczenie i techniki lokalnego tkactwa. Przez miesiąc opowiadałam ludziom o kulturach Inkach, Wari i Paracas oraz różnicach między lamą a alpaką. Przybliżałam też legendy skrywane w wytkanych piktogramach i ewolucji samej tkaniny.

Po pracy spotykałam się z Mamą Gómez, Indianką mówiąc tylko w quechua, mimo iż rozumiała hiszpański. Obrazowo i na migi zdradzała tajniki sztuki andyjskiego tkactwa. Od przędzenia, przez przygotowanie osnowy, po sam proces tkania.

W Paragwaju seniora Franko z cierpliwością anioła pokazała krok po kroku żmudny proces tkania ñandutí. To pięknie brzmiące słowo w języku Guarani oznacza sieć pająka. Jest to rodzaj koronki tkanej przy pomocy igły i nitki do szycia.

Nanduti znaczy siec pajaka i jest slowem w jezyku Guaranies. W Paragwaju kultura autochtonow splata sie z nowoczesnoscia XXI wieku. Wbrew temu, co twierdza patryjoci to nie india wymyslili misterny splot nitek, hiszpanscy najezccy.
Nauka pracy na czterech nicielnicach. Białoruś 2017 r

Tak minęły blisko 4 lata. Gdy wróciłam do Polski wiedziałam, że moja przygoda z tkaniem się nie zakończy.

Zaczęłam więc poznawać nasze polskie tradycje tkackie. Niestety niewiele już u nas doświadczonych kobiet, dla których tworzenie tkanin jest nie tylko codziennością, ale i wręcz rytuałem! Te, które nadal pielęgnują tradycje żyją w większości na Podlasiu.

Na szczęście poznałam Halinę Gilter z Zubrzycy. Pani Halina to wprawna tkaczka z Cepelii. Dziś tka głównie motywy góralskie na zamówienie. To dzięki niej dowiedziałam się, co to jest kilim, jak go wykonać i… wyjść z tarapatów plączących nitek i luźnej osnowy.

Z kolei na Białoruś trafiłam dzięki programowi „Sąsiedzi 3.0”. Wraz z Sergiejem przez 10 dni odwiedzaliśmy białoruskie tkaczki w różnych wioskach. Zobaczyłam żywą tradycję, krosno w każdym domu i bogactwo wzorów. Ręcznie tkane i haftowane poduchy, koszule i spódnice. I wtedy też pierwszy raz tkałam na zabytkowym krośnie, na bardku i patyczkach.

Za dobroć i otwartość w przekazywaniu wiedzy jestem im ogromnie wdzięczna. Tę dobroć i otwartość teraz chcę przekazać Tobie.